„I książki mają swoje losy”

Witold Brostow pisze:

Strona tytułowa egzemplarza, który (już teraz) jest w posiadaniu rodziny poetki.
Strona tytułowa egzemplarza, który (już teraz) jest w posiadaniu rodziny poetki.

Podczas gdy „Bezrobotni Warszawy” mieli wiele wydań, powieść „Kobieta zdobywa świat” (nakładem księgarni F. Hoesicka, Warszawa 1937) miała tylko jedno wydanie. Nawet my, rodzina nie mieliśmy ani jednego egzemplarza. Dopiero ostatnio Jolanta Sak z Wadowic zdobyła dla nas egzemplarz i teraz go mamy. Jestem znowu a Teksasie, ale akurat byłem kilka dni w Cieszynie wraz z żona Anią. Jola wraz z kolega przyjechali tam i dali nam „Kobietę…”

Reklamy

Więcej o poetce

Poetka urodziła się w Wadowicach 9 lipca 1897 roku jako córka Jana Dorozińskiego i Julii z domu Berner. Ojciec jej był dyrektorem Gimnazjum Wadowickiego przy ul. Adama Mickiewicza 16, wówczas cesarsko-królewsko-austro-galicyjsko-węgierskiego, później polskiego w okresie międzywojennym, a obecnie stanowiącego Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Marcina Wadowity. Dla nieznających historii tego okresu: król Galicji (stolica we Lwowie, drugie co do wielkości miasto Kraków) był też królem Węgier i cesarzem Austrii.

W gabinecie dyrekcji Zespołu Szkół stoją nadal biurko i fotel, które Jan Doroziński tam sprowadził. Aktualna dyrekcja jest czasami odwiedzana przez rodzinę Dorozińskiego, taką jak wnuk Andrzej Nowakowski i wnuk Witold Brostow. Jan Doroziński napisał podręcznik psychologii dla klas maturalnych – później wznawiany i rozszerzany w następnych wydaniach. Po śmierci żony w roku 1913 zaczął pisać poezje na jej temat, wydane w roku 1924 pod tytułem Z woli przeznaczeń1. Ponieważ w owym czasie uważano, że dyrektorowi gimnazjum nie wypada pisać poezji, wiersze wydał pod pseudonimem Julian Mrok.

Janina Dorozińska wzrastała w atmosferze zainteresowania literaturą i kulturą. Ojciec jej prenumerował pismo literackie Westermanns Monatshefte. Występowała w przedstawieniach uczniowskich wystawianych w gimnazjum i wydrukowała swój pierwszy wiersz w gazetce szkolnej. Najważniejszą jednak dla przyszłej poetki okazała się bliskość Gorzenia (obecnie wieś w gminie Wadowice), w którym mieszkał Emil Zegadłowicz. Był on sam absolwentem Gimnazjum Wadowickiego i synem Tytusa Zegadłowicza, nauczyciela tegoż gimnazjum. Emil Zegadłowicz stworzył Grupę Literacką Czartak ( nazwa pochodzi od pobliskiego zboru ariańskiego), która wydawała roczniki pod tym samym tytułem oraz zbiory poezji. Należeli do niej Józef Birkenmajer, Wiktor Hanys, Zofia Kossak-Szczucka, Edward Kozikowski, Bolesław Leśmian, Jan Nepomucen Miller, Tadeusz Szantroch (dobry, a niedoceniany wciąż jeszcze poeta) i Jan Wiktor. Janina odwiedzała czasami sławnego już Zegadłowicza. Przy którejś wizycie wspólnej z koleżanką szkolną, powiedziała koleżanka Zegadłowiczowi, że Janka pisze wiersze (sama Janka nie ośmieliła się do tego przyznać). Zegadłowicz poprosił o przyniesienie wierszy przy następnej wizycie; dostrzegł talent, miał też uwagi krytyczne – i tak stał się mistrzem literackim młodej osoby. Janina Brzostowska stała się najmłodszym członkiem Grupy Literackiej Czartak.

Janina Dorozińska ukończyła polonistykę i romanistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, po czym wyszła za mąż za kapitana Wojska Polskiego Ludomira Bończę-Brzostowskiego oddelegowanego w tym czasie na studia prawnicze. Przez czas mieszkała we Lwowie, gdzie mąż jej uzyskał doktorat prawa na Uniwersytecie. Na zachowanym w rodzinie jego dyplomie doktorskim widnieje podpis Jana Kasprowicza, ówczesnego rektora Uniwersytetu Lwowskiego. Tam też Ludomir wysłuchał wykładu Jana Kasprowicza na temat sztuki przekładu. Kasprowicz ilustrował przykładami, jak trudno jest przetłumaczyć jakikolwiek tekst na inny język – tak, aby nic nie uronić.

Następnie małżeństwo osiadło w Warszawie, gdzie wówczas już major Brzostowski pracował w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Potem przeszedł do cywila, był sędzią w Sądzie Grodzkim Warszawa-Praga, a później, od roku 1936 adwokatem. W Warszawie urodził im się syn Witold Konrad.

Janina Brzostowska spotykała się na zjazdach absolwentów Gimnazjum Wadowickiego m.in. z ówczesnym arcybiskupem krakowskim, kardynałem Karolem Wojtyłą. Przy jednym z tych zjazdów władze komunistyczne wydały w ostatniej chwili zakaz – właśnie dlatego że kardynał ogłosił, że jedzie na zjazd do Wadowic; zjazd odbył się nielegalnie w małym tylko gronie w mieszkaniu prywatnym z udziałem m.in. poetki i kardynała.

Syn poetki wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, co spowodowało brutalne jej przesłuchania przez tak zwane władze bezpieczeństwa Polski, nadal wtedy pod dominacją rosyjsko-sowiecką. Koniec przesłuchaniom położyła zmiana nazwiska przez syna – dowód oczywisty, że do Polski komunistycznej wrócić nie zamierza. Obecnie Witold Konrad Brostow jest profesorem materiałoznawstwa i inżynierii materiałowej Uniwersytetu Północnego Teksasu w Dentonie. W roku 1999 Witold Brostow otrzymał doktorat honoris causa Politechniki Lwowskiej, w roku 2006 podobny doktorat uniwersytetu w Lucknow w Indiach, a w roku 2015 doktorat honorowy uniwersytetu imienia Ivane Javahishvili w Tbilisi. Jest też członkiem Europejskiej Akademii Nauk w Brukseli i Narodowej Akademii Nauk w mieście Meksyku.

Pytano syna poetki:
– A co robiłeś, kiedy twoja Mama pisała wiersze ?
– Po prostu starałem się jej schodzić z drogi, nie przeszkadzać. Mama pisała nowy wiersz pod wpływem jakiegoś wydarzenia.

Horst Armani i Simone Armani z Berlina powiedzieli w związku z tym:
– Mówisz, że pobudką do pisania wiersza było konkretne wydarzenie. Ale każdy z wierszy twojej Mamy daje klucz do różnorakich wydarzeń i ułatwia radzenie sobie w rozmaitych sytuacjach, na jakie ludzie w życiu natrafiają. Może na tym właśnie polega rola poezji?

Starożytni Rzymianie wierzyli, że istnieje genius loci – duch opiekuńczy dbający o jakieś miejsce. Skądś się ta wiara wzięła, a wygląda na to, że genius loci działa w Wadowicach. Poetka wadowicka Jolanta Sak jest autorką m.in. tomików wierszy pod tytułem „Gdyby coś kiedyś” oraz „Błękit i burgund”. Otrzymała ona nagrody na szeregu konkursów poetyckich. Jak napisał w sieci Rafał K., Jolanta Sak “pozostawia czytelnikowi możliwość dopowiedzenia własnych przeżyć i przemyśleń związanych z życiem codziennym”.  Wyraźnie więc Jolanta Sak kontynuuje tradycje poezji Janiny Brzostowskiej, a wadowicki genius loci działa z powodzeniem.

 

Warto też zajrzeć na witrynę mojaslowianskafilozofia.blogspot.com. Można tam przeczytać o powieści Lubuskie dziewanny:

„To była moja pierwsza książka. Jak byłam mała, spałam z nią i malowałam po swojemu 😉 W tej książce stawiałam swoje pierwsze litery. Jak już nauczyłam się czytać, to była pierwsza moja powieść, którą „przeczytałam”- piszę w cudzysłowie, ponieważ nie za bardzo zrozumiałam treść.  Potem książka poszła w zapomnienie, ale zawsze była w mojej biblioteczce i towarzyszyła mi w każdej przeprowadzce. Wczoraj przypomniałam sobie o niej podczas rozmowy z córcią, która szukała swojej „pierwszej książki”. I tak przy okazji sentymentalnych wspomnień odgrzebałam swoje „Lubuskie dziewanny”.

Autorką wpisu okazała się Mariola Birus-Bączyk z Goliny nad Wartą używająca pseudonimu Dobrosława. Interesuje się ona, podobnie jak Janina Brzostowska, historią Słowian połabskich. Jak można przeczytać w Lubuskich dziewannach, 1000 lat temu Słowianie żyli nieporównanie dalej na zachód niż teraz… W muzeum miejskim w Akwizgranie można zobaczyć mapę, która to pokazuje. Można ją też zobaczyć w Wikipedii.

Istnieje szereg portretów Janiny Brzostowskiej: trzy które namalował Stanisław Ignacy Witkiewicz zwany Witkacym (do obejrzenia na witrynie), jak też dwa namalowane przez Zbigniewa Truskolaskiego i jeden autoportret.

W Wadowicach jest ulica jej imienia. Rodzina poetki utrzymuje kontakt z mieszkańcami domu pierwszego od brzegu czyli pod adresem ul. Janiny Brzostowskiej 2.


  1.  Z woli przeznaczeń: poezje / Juljan Mrok. – Kraków : nakł. i druk. W. L. Anczyc, 1924. Opis Biblioteki Narodowej >>>>

Jest to skrócona wersja tekstu napisanego w 2018 r. przez Witolda Brostowa na prośbę Joanny Pytlowskiej-Bajak z Muzeum Miejskiego w Wadowicach.

Odnaleziony tekst Janiny Brzostowskiej!

miasteczko1

„Miasteczko Zegadłowicza”* to szkic poświęcony Wadowicom. W grudniu 2017 przysłała go Witoldowi Brostowowi, synowi poetki, Jolanta Sak, zamieszkała w Wadowicach poetka (i autorka tomu „Gdyby coś kiedyś”, LSW 2016). Napisała przy tym:

Nie wiem, jak to możliwe, ale chyba duch Twojej Mamy gdzieś błądzi blisko mnie i podsyła mi ludzi i rzeczy tak niewiarygodne! Oryginał wypożyczyła mi mama kolegi, kiedy dowiedziała się, że piszę wiersze i że bardzo bliska jest mi poezja Janiny Brzostowskiej. Jego mama mieszkała w jednej kamienicy z rodziną Olbrychtów, którym został podarowany ów niezwykły maszynopis. Twoja mama wraz z tym esejem podarowała również Hannie Olbrychtowej tomik z własnoręczną dedykacją […]. Kiedy pani Hanna dowiedziała się, że mama mojego kolegi interesuje się poezją, podarowała jej ten maszynopis, który został przechowany do dzisiejszego dnia.
Czytałam jednym tchem. Widziałam obraz Wadowic oczami Twojej mamy, a na końcu już nie mogłam powstrzymać wzruszenia i łzy mi same popłynęły przy ostatnim zdaniu…Wiedziałam, że sprawię Ci radość i że wzruszysz się jak ja.

Reakcja syna poetki, czyli fragment jego odpowiedzi Jolancie Sak:

Jolu, mam pewne ulubione książki, do których wracam. Tak niedawno przeczytałem znowu „Pana Jowialskiego”. Na samym początku sztuki Ludmir mówi Wiktorowi, że u prostych ludzi kmotr jest zwany kmotrem a łotr łotrem – podczas gdy na salonach rozmawia sie długo o niczym. A zauważ u Mamy ten fragment o pięknie moralnym u prostych ubogich ludzi „z godnością idących przez życie”.

miasteczko2

*Janina Brzostowska: Miasteczko Zegadłowicza, 1957, maszynopis. Z tekstem w pliku .pdf można się zapoznać tutaj>>>> 

Dwuskrzydłe światło – Zweiflügellicht

zweifl1Die vorliegende Auswahl von Werken Janina Brzostowskas will weder die Entwicklung im Schaffen der Dichterin zeigen noch den Leser mit den Themen vertraut machen, die sie hauptsächlich interessierten. Der Gedichtband wäre dann wesentlich dicker und in Kapitel unterteilt. Der Autorin der Auswahl, Karin Wolff, ging es um etwas anderes: um die Beschwörung ihrer Lieblingsgedichte der Dichterin, solcher, die con amore zu übersetzen sie sich entschied.
Es musste also in diesen Gedichten etwas geben, was der Übersetzerin entsprach, was ihr erlaubte, sich selbst und die sie umgebende Welt auf eine Art und Weise zu sehen, die sie als äußert zutreffend empfand, was sich Endeffelt gleichsam als sorgsam und kenntnisreich gewählte poetische Brille erwies.

Wybór utworów Janiny Brzostowskiej tu prezentowany nie ma na celu ani pokazania ewolucji twórczości Poetki, ani zaznajomienia czytelnika z głównymi Jej zainteresowaniami tematycznymi. Tom byłby wtedy znacznie grubszy i podzielony na rozdziały. Zatem autorce wyboru, Karinie Wolff, chodziło prawdopodobnie o coś całkiem innego – o przywołanie swoich ulubionych wierszy Poetki, takich, które zdecydowała się con amore przetłumaczyć. Musiało więc być w tych wierszach cos takiego, co tłumaczce odpowiadało, co pozwoliło jej popatrzeć na siebie i otaczający świat w sposób, który uznała za trafny, co w sumie jakby się złożyło na staranne i ze znawstwem dobrane poetyckie okulary.

(Ze wstępu Wojciecha Kajtocha)


Janina Brzostowska: Dwuskrzydłe światło – Zweiflügellicht / wybór i tł. wierszy na język niemiecki Karin Wolff ; [wstęp Wojciech Kajtoch ; posł. Witold Brostow ; tł. wstępu i posł. na jęz. niem. oraz biografii tłumaczki na jęz. pol. Sabine Lipińska ; proj. okł. Jerry Bergman]. – Kraków : Wydaw. i Drukarnia Towarzystwa Słowaków w Polsce, [2016]. – 84, [2] s. ; 21 cm
Tyt. okł.: Zweiflügellicht = Dwuskrzydłe światło.
Tekst równol. pol., niem.

ISBN 978-83-7490-868-9

Dr h.c. Politechniki Lwowskiej

honoris2Witold Brostow, syn poetki, jest dr. h.c. Politechniki Lwowskiej. 

Ze Lwowa dotarło zdjęcie tablicy wmurowanej niedawno na ścianie obok wejścia do auli Politechniki Lwowskiej. Na tablicy lista doktorów honoris causa tej uczelni. Na niej, obok m.in. Marii Curie-Skłodowskiej, nazwisko syna Janiny Brzostowskiej.

 

Oto co na ten temat napisał doktor h.c. Witold Brostow >>>>>